A ZA CO KOCHAM GRECJĘ?

Poprzedni wpis –>klik<– mógł skutecznie zniechęcić do Grecji i Aten. Miasto pokazałam z najgorszej, wyjątkowo mrocznej strony. Nie oznacza to, że lepiej odpuścić sobie podróż w te rejony. A wprost przeciwnie! Ateny są miastem kontrastów, ale jaśniejsza strona zdecydowanie przyciąga i zachęca do szybkiego powrotu na lekcję zorby i cudowne owoce morza popijane ouzo.
A za co kocham Grecję i Ateny?

 

Kalimera!

Grecy to niesamowita nacja! Otwarci, serdeczni i wyjątkowo pomocni. Bardzo kontaktowi, ale bez typowej dla południowców nachalności. Na pytanie o wi-fi sami wpisują hasło, w knajpie inny klient (grek) potrafił wstać i przynieść nam zamówioną kawę. Kierowcy ubera elegancy i z klasą, chętnie udzielali informacji o tym, co warto zobaczyć, co odpuścić, jakich miejsc unikać. Do obiadu w restauracji dostałyśmy gratis przystawki, desery i po kieliszku ouzo wypitym z gospodynią lokalu, a w wynajmowanym mieszkaniu czekały na nas lokalne łakocie i świetna oliwa. Atmosferą ciepła i otwartości łatwo było się zarazić od rodowitych mieszkańców Aten!

A po tych kamieniach chodził Arystoteles!

Łatwo jest odczuć, jak długa jest historia Aten. Na każdym kroku zabezpieczone zabytki, fragmenty murów, starożytne budowle. Górujący nad miastem Akropol zrobił na mnie dużo większe wrażenie niż chociażby Koloseum. Zbiór budowli, które przetrwały tysiące lat, wojny, kataklizmy i często ludzką ingerencję czy zaniedbanie. Ogromny Stadion Olimpijski (na który nie warto kupować biletu, bo można dokładnie obejrzeć go z góry, wchodząc z drugiej strony). A z Akropolu cudowny widok na całe miasto…

Na Monastiraki kupisz wszystko…

Słynny targ, rozciągający się od Akropolu aż po stare dzielnice centralnych Aten. Targowisko rozmaitości, na którym można znaleźć wszystko. Naturalne mydła na bazie oliwy z oliwek, pękate woreczki pełne przypraw, kolorowe rękodzięło, tandetne podróbki Korsa. Oczywiście wszystko za grosze i z możliwością targowania, więc byłam w niebie! Ciężko było się opanować i co chwilę dorzucałyśmy coś do i tak już ciężkich torebek, a chyba jeszcze nigdy wcześniej nie przywiozłam ze sobą tylu pamiątek… Największą perełką Monastiraki jest pchli targ. Książki sprzed ponad 100 lat, stare gadżety, oldschoolowe telefony czy maszyny do szycia i… vintage porno. A nawet znalazłam miniatury perfum!

Street Art

Na każdym kroku. Niesamowite murale połączone często z graffiti najniższych lotów. Wciąż jednak to sztuka, dodająca miastu charakteru. Zupełnie jednak inna niż w Amsterdamie czy Barcelonie, bo jej głównym tematem jest szalejący w Grecji kryzys.

I ta kuchnia…!

Tu mogłabym pisać, pisać, pisać… Genialna oliwa, która jest bazą cudownej kuchni greckiej. Najlepsze owoce morza, krucha feta, pełne mięśnych szaszłyków i frytek souvlaki, mousaka. I świetne wina, aromatyczna kawa, regionalne piwa, lemoniady i słynne, winogronowe ouzo. I tu zdecydowanie polecam leżącą u podnóża Akropolu restaurację Piato El Greco (8 Kavalloti Str., Acropolis). Cudowna, rodzinna atmosfera, ogromne porcje pysznego jedzenia i bardzo przystępne ceny. A na szybkie śniadanie warto wybierać małe, niepozorne knajpki, w których jadają lokalsi. Jedzenie znikało tak szybko, że fotki szły tylko szybko na instastory, stąd komentarze 😉

Góry + morze

Czyli moje ulubione połączenie. Zwłaszcza, że zdecydowałyśmy wybrać się nad morze przed świtem, żeby złapać wschód słońca. Warto było wstać tak wcześnie i obserwować festiwal barw na niebie o świcie…

Czy to wszystko rekompensuje panującą w Atenach nieprzyjazną (zwłaszcza dla kobiet) atmosferę? Na ile smaczne jedzenie i piękne zabytki potrafią przesłonić minusy miasta? Myślę, że przy dużej ostrożności i unikaniu samotnych spacerów po zmroku, miasto na pewno zachwyci! Pogoda, która nawet w styczniu wręcz zachęcia do spacerów i odkrywania kolejnych, wiekowych budowli. Połączenia lotnicze, których cena przyjemnie zaskakuje. Za loty w styczniu w obie strony (Modlin-Ateny/Ateny-Modlin) zapłaciłyśmy po 180 zł za osobę. Ceny w samej Grecji też są przystępne, niewiele wyższe niż w Polsce.
Grecy. Niesamowici ludzie, otwarci i serdeczni. Genialna, jedna z najlepszych, jakie do tej pory jadłam kuchnia. To wszystko składa się na obraz kraju, który mimo widocznego kryzysu trzeba zobaczyć. Nie tylko Ateny, ale i biało-niebieskie Santorini, Rodos czy Korfu. Dlatego na pewno jeszcze wrócę do Grecji, tym razem w nieco cieplejszym okresie. Zmoczę nogi w morzu, spróbuję specjałów, na które ostatnio nie wystarczyło czasu i w końcu trafię do restauracji, gdzie po kolacji rozbiję talerze i zatańczę z lokalsami zorbę…

Oznaczone , , , ,
Close