CO TAK ŚMIERDZI? JEST TO GUCCI. GUCCI GUILTY ABSOLUTE.

Dzieje włoskiego domu mody Gucci to pełna wzlotów, upadków i rodzinnych konfliktów historia pucybuta, którego produkty oczarowały cały świat na czele z Grace Kelly, Jackie Kennedy i Sarah Jessicę Parker. Tym razem to nie buty, pasek ani okulary nie są najgłosniej komentowanym produktem marki. To ostatni zapach. Tak często spotkałam się w perfumeriach z sytuacją, gdzie padało chyba najgorsze z możliwych pytań od klienta: Co tak śmierdzi? Jest to Gucci. Gucci Guilty Absolute…

Czy jest ktoś, kto nie widział filmiku z kultowym już tekstem Dody? Przez jakiś czas hulał po internetach, a Gucci jako marka ekskluzywna nie była stawiana na równi z Diorem, Louis Vuitton czy Chanel. Ostatnio wiele się zmieniło. Słynne dwie splecione litery G, inicjały założyciela marki, Guccio Gucciego, to dziś chyba najbardziej rozchwytywane logo. Milionerki, celebrytki, gwiazdy i instagramowiczki noszą buty, t-shirty i torebki z czerwono-zielonymi pasami, a prosty czarny pasek ze srebrną klamrą GG to najpopularniejszy dodatek tak w damskich, jak i męskich outfitach. Klasa, włoski szyk, najwyższej jakości materiały i odwaga w tworzeniu – to charakteryzuje markę Gucci.

Czy taki jest też najnowszy zapach Gucci Guilty Absolute Pour Homme?

Pierwszy kontakt z zapachem miałam w perfumerii, ale uprzedzono mnie o jego, hmmm… sile(?) już wcześniej. Pomyślcie, czego można spodziewać się po zetknięciu z najdziwniejszymi i chyba najbardziej obleśnymi i odrzucającymi skojarzeniami. Usłyszałam, że to zapach spoconego hydraulika, obornika, odchodów, pleśniejących ziemniaków, wilgotnej piwnicy i palonych opon. Te dwa ostatnie akurat mnie zaciekawily i, trochę przekornie, pierwsze co zrobiłam po wejściu do perfumerii, to podeszłam do półki nowości i zaaplikowałam zapach na nadgarstek. Nie w powietrze, nie na blotter, a na skórę. No i oniemiałam.
Wejście bardzo dobre. Zdecydowana nuta skóry, którą uwielbiam. Wyraźna, ciężka i dominująca. Jak skórzana tapicerka w starym aucie. W głębi duszy ucieszyłam się, że w mainstreamie pojawiło się coś, co z całych sił będę chciała mieć.

Niestety, tak się nie stało. Po kilku minutach zapach zaczął się robić kwaskowaty i piwniczny, ale nieprzyjemnie piwniczny. Jakby skóra przesiąkła wilgocią i zaczęła się rozkładać. Paczula wybiła się wyjątkowo ostro i zdominowała zapach, tworząc na mojej skórze odrzucającą mieszankę. Na tym skończyłam testy i gdyby nie niespodziewany prezent, jakim okazała się butelka Gucci Guilty Absolute, to prawdopodobnie wciąż należałabym do grupy krytyków tego zapachu.

Otwierając prezent, spróbowałam go jeszcze raz. Poza perfumierią, na świeżym powietrzu. I całe szczęście, ze dałam mu drugą szansę. Genialny początek, który pokazał mi znacznie więcej niż za pierwszym razem. Na moment przeniósł mnie do chwili, kiedy poznałam Leather od Acqua di Parma, mimo tego że finalnie są to zupełnie różne zapachy. Niesmowita siła szorstkiego wejścia, które w pierwszej sekundzie wydaje się jakby popieliste, wręcz drapiące w nos. Palone drewno, dojrzałe i wilgotne. A za nim skóra. Stara, przesiąknięta dymem z cygar, trawką i whiskey.
Wielowymiarowości dodaje wetiwer i paczula, która w neutralnym środowisku staje się przyjemnie chłodna i wręcz metaliczna.

Tak, noszenie Gucci Guilty Absolute jest jak przejażdzka zabytkowym mustangiem, zostawiającym za sobą zapach startych opon. Takim, w którym wydarzyła się na pewno niejedna mocna historia, przelało się morze whiskey i wypaliło wiele kubańskich cygar. To zapach, który trzeba poznać i to nie podczas ekspresowej wizyty w perfumerii, gdzie mnogość woni unoszących się w powietrzu zaciera głębię i wibrującą złożoność tych perfum. Trzeba poświęcić im więcej czasu i sprawdzić, czy je udźwigniemy.

Cała otoczka i marketing, z jakim wyszła marka promując zapach, robi ogromne wrażenie. Klimatyczne i tajemnicze zdjęcia, nietuzinkowa twarz perfum, androgeniczny Jared Leto – widać, że Gucci kieruje się w stronę innego rodzaju klienta. Redefiniuje męskość, odchodząć od stereotypu macho i unikając jednocześnie wizerunku zbyt ugrzecznionego w stylu „księcioseksualnych”. Dlatego też tak nieoczywisty zapach na pewno trafi do odbiorców lubiących być nieco w opozycji. Pozbawionych kompleksów, mających własny, wyrazisty i zdecydowany styl. Lubiących przekraczać utarte granice, odważnych i zdecydowanych.

To klasa, ale na pewno nie klasyk. Dlatego nie każdy go zrozumie, a na pewno nie każdy będzie miał odwagę go nosić. Fani Sauvage czy Invictusa raczej nie będą zachwyceni. I to największy plus perfum Gucci Guilty Absolute – są nieuzinkowe, wręcz niszowe. A z nietuzinkowymi zapachami jest jak z wytrawnym winem – nie każdy potrafi je docenić…

A Ty? Odważysz się spróbować?

 

Chcesz więcej? Polub mnie na fb: –>klik<– i instagramie: –>klik<– 🙂

Oznaczone ,
Close