HIGHWAY TO HELL. GRECJA – PAŃSTWO W RUINIE?

To miał być luźny, 4-dniowy wyjazd, który będzie odskocznią od mrozu i zimowej szarugi. Skok na miasto pełne słońca, zabytków i uśmiechniętych południowców. Rok temu Barcelona, tym razem Ateny. Stolica Grecji, kojarzącej się z najstarszymi zabytkami, filozofią i zorbą.
Ateny – miasto kontrastów. To gdzieś kiedyś usłyszałam, chyba nawet kilka razy. Też mi odkrycie, opis pasujący do każdej dużej metropolii. Rzym, Berlin, Amsterdam, Warszawa. Nawet te małe, zapyziałe miasteczka mają zawsze dwa oblicza. Nie spodziewałam się jednak, jak bardzo mogłam nie docenić wagi tych słów. Gdybym znała rzeczywisty obraz Aten wcześniej, prawdopodobnie nigdy bym się tam nie wybrała. Albo rozegrałabym to nieco inaczej, bo wyjazd czterech dziewczyn to jednak duże ryzyko. Co jest nie tak? Brud, smród, ubóstwo. A nawet więcej…

Upadłe miasto 

I nie, nie mam na myśli ruin Akropolu. Ateny to jedna wielka ruina. Kamienice przerobione na squaty, powybijane szyby z witryn w zamkniętych przez kryzys sklepach. Graffiti na samochodach, domach, zabytkach. Miasto sprawia wrażenie wymarłego. Jakby się skończyło. Nawet te lepsze, bardziej ekskluzywne osiedla są naznaczone sprejem. Niskie, białe domki z niebieskimi okiennicami, którym obrzydliwe wrzuty skradły cały urok. Smutne resztki dawnej świetności.

Budynek przy deptaku prowadzącym na Akropol

Ulice pełne zombie

Pierwszy raz w życiu zobaczyłam narkomana w akcji. Na ulicy. W biały dzień. W centrum miasta. Patrzącego prosto w oczy. Cieżko zapomnieć ten pusty, przerażający wzrok ćpuna wbijającego strzykawkę w ramię, kiedy obok przechodzi tłum niewzruszonych ludzi. Jeszcze dobrze nie ochłonęłyśmy, a za rogiem kolejny porcjował pośpiesznie działkę kartą kredytową na obskurnym, zakurzonym parapecie. I kolejni, mijani co jakiś czas. Rozrywani niepokonaną potrzebą przyjęcia kolejnej porcji, albo już po przyjęciu, tkwiący w dwóch różnych światach. Mętne oczy wygłodniałych zwierząt, które za działkę są w stanie zabić lub zginąć.

…i hien

Ten wzrok dało się zauważyć nie tylko u narkomanów. Grecy są raczej przyjacielscy, ale Ateny są, niestety, zalane masą uchodźców, których charakteryzuje raczej frustracja i agresja niż serdeczność. Według raportów ONZ, każdego dnia do Grecji przedostaje się ok. 3000 nielegalnych imigrantów. Widać to na ulicach. Gromady mężczyzn, którzy bezczelnie zaczepiają, gwiżdzą, zastępują drogę. Absolutny brak szacunku i bezwzględna pogarda wobec nas i każdej napotkanej dziewczyny. A tych było niewiele. Co chwilę łapałyśmy się na tym, że oprócz nas, na ulicy nie ma żadnej kobiety. Dookoła jedynie grupy pijanych, smierdzących stęchlizną facetów. Patrzących parszywie jak hieny, włóczących się na nami. Nawet taksówkarz odradził nam zwiedzanie po zmroku bez asysty mężczyzny. I nie, nie mówił o szemranych dzielnicach, a o typowo turystycznych miejscach. Momentami czułyśmy się, jak w powieści Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet.

Rządy kotów

Ateny to jeden wielki koci przytułek. Na każdym kroku zgraje bezdomnych, umorusanych kotów. Patrzą wzrokiem zmęczonych życiem, smutnych ludzi z nocnych autobusów. Widać, że ateńczycy dbają o nie. Wszędzie poustawiane są transportery i prowizoryczne domki z kartonów, a obok miski z wodą i jedzeniem. Chyba jednak nikt nie wpadł na pomysł prawdziwej troski o te zwierzęta i ich sterylizację.

Załatwianie potrzeb fizjologicznych na ulicy

Tak, to się dzieje. Idąc chodnikiem nie można przechodzić za kontenerami, bezpieczniej jest mijac je od strony ulicy. W Kielcach bezdomni brudzą ostatnio Urząd Miasta, a w Atenach z kolei wielka, ludzka kupa na chodniku nikogo nie dziwi. I ten obrzydliwy smród odchodów, potęgowany pełnymi zużytego papieru toaletowego kontenerami. Grecy mają ogromny problem z niedrożnością kanalizacji, dlatego papieru nie spuszcza się w toalecie, a wyrzuca się razem ze śmieciami. Stąd odór, który podczas upałów jest nie do wytrzymania…

Ateny mnie trochę utemperowały. Okazało się, że podróżowanie może mieć mroczne strony i wcale nie trzeba szukać ich daleko. Nie wyobrażam sobie, jak wyglądałby ten wyjazd, gdybyśmy były we dwie, albo byłabym sama… Nawet Kaśka z Backpackers Pl, która widziała już wiele w Kambodży, Laosie czy Tajlandii, miała podobne odczucia. Niepokojąca atmosfera, strach przed wyjściem po zmroku, prostytutki pod oknem w nocy…
To wszystko odbierało frajdę z wyjazdu i nie pozwoliło nacieszyć się urokiem miasta nocą. A szkoda, bo Grecja ma przecież taki potencjał! Szkoda, że jest zmarnowany, a ludziom jakby było już wszystko jedno…
Mimo to, polecam odwiedzenie Aten. Dlaczego? O tym w kolejnym, zdecydowanie bardziej pozytywnym wpisie!

Oznaczone , , , ,
Close