MOJA KOLEKCJA ZAPACHÓW CZĘŚĆ III. UNIKATY!!!

Dziś kolejna porcja kąsków. Moja kolekcja zapachów część III. Unikaty!!! Aż cztery wycofane i niedostępne już perełki. Smacznego!

Abercrombie & Fitch Fierce Cologne

Zapach ukradziony z męskiej garderoby… Butelka wyjątkowo tandetna, z bazującym na pierwotnych instynktach fotosem męskiego torsu i opuszczonych zbyt nisko spodni. Ale zachowujmy się tak, jakby flakon nigdy nie uraził naszych odczuć estetycznych. Sam zapach? Niby nic, początek zwyczajny i nie wnoszący nic nowego. Może nawet lekko kojarzący się z drzewkami zapachowymi do samochodów. To prawdopodobnie wątpliwa zasługa okraszonej cytrusami jodły, która jest w nucie głowy. Potem jest już tylko lepiej. Na szczęście. Połączenie wetiwerii z nutami drzewnymi daje poczucie wibrującej na skórze głębi, przełamanej aksamitną różą. Fierce staje się cięższy, cieplejszy i zaczyna mocno działać na wyobraźnię. Codzienny, a jednak podniecający. Szkoda, że tak trudno dostępny w Polsce.

Cartier Declaration L`Eau

I jest! Alternatywa dla Dior Homme Cologne. Świeżośc, świeżość i jeszcze raz cytrusy. W pięknym, graficznym wysokim flakonie. Wejście orzeźwiające jak kęs posypanego szczyptą cukru mięsistego grejpfruta, którego soki spływają długimi strużkami po nadgarstku. Gorycz, kwaskowatość i ciut słodyczy jednocześnie. Nie jest jednak lemoniadowy. Różowy pieprz dodaje szorstkości i charakteru, a akordy drzewne zatrzymują na skórze nie tak lekki, jak może się wydawać L`eau. To jeden z tych zapachów, które dają porządny zastrzyk energii i pobudzenia.  

Etat Libre d`Orange Don`t Get Me Wrong Baby I Don`t Swallow

Dwuznaczny, jak sama nazwa wskazuje. Na początku mydlany, niemal rażący czystością. Po chwili zaskakuje kwiatami, z dominującym jaśminem i słodyczą kakao oblewającego pianki marshmallow. Ma w sobie jednak coś cielesnego, przeszywającego i dziewczęcego jednocześnie. Zapach lolitki, do uwodzenia. Niby przypadkiem, a jednak z premedytacją…
Zastąpiony (niestety!) wersją Yes, I do, która w porównaniu do oryginału jest infantylnie słodka.

Gucci Eau De Parfum II

Klasyk, który potrzebował chwili, żebym obdarzyła go większymi emocjami… Początek słodko-ziołowy, lekko narkotyczny. Po chwili otula nutami jeżyn, porzeczek i jagód z kremową miękością piwonii. Najbardziej intryguje mnie w Eau de Parfum II liść czarnej porzeczki. Gdyby nie on, zapach byłby prawdopodobnie nijaki i nawet nie zwróciłabym na niego uwagi. A dzięki tej zielonej, wyrazistej nucie nabiera pieprznego charakteru i staje się lekko narkotyczny. Prawie jak Figuier Ardent z Atelier Cologne. Prawie.

Gucci Guilty Absolute Pour Homme

Trudny i kontrowersyjny. Na tyle, że poświęciłam mu osobny wpis tutaj –>klik<–.

Guerlain Aqua Allegoria Bergamote Calabria i Teazzura.

Pierwsze w mojej kolekcji flakony Aqua Allegoria. Obie stosunkowo nowe, Bergamote Calabria opisałam niedawno tutaj –>klik<–. Teazurra objawiła mi się jako miły prezent na Dzień Kobiet. Lekko posłodzona rumiankowa herbata, która cudownie zastępowała wiosnę, kiedy ta udawała martwą. Przyjemny, niezobowiązujący, orzeźwiający. Można oblewać się nim bez końca, bo trwałością nie grzeszy. Ale przecież nie ma ideałów…

Hermes Parfum d`Hermes

Klasyk pełną parą, bo wydany w 1984. Dla jednych powrót do czasów, kiedy perfumy wzbudzały ogromne emocje, dla innych zapach starej bibliotekarki. Bukiet ciężkich, zasuszonych kwiatów okraszony dymnym kadzidłem. Do tego worek orientalych przypraw, wanilia, drzewo sandałowe, wetyweria. Buduarowy ciężar z mirrą i ogromem jaśminu. I wyraźne aldehydy. Cieżki, mięsisty, bursztynowy. Kwiatowy, gęsty i zawiesisty. Dla krytyków – pewnie babciny. Vintage w najlepszym wydaniu! Jesienią będzie idealnie otulał i prawdopodobnie zapewniał wolne miejsce w metrze…

Juliette Has A Gun Mad Madam

Czerwony, charakterny, przyciągający zaintrygowane spojrzenia. W końcu flakon, który idealnie odzwierciedla naturę perfum! Mad Madame to szyprowy pistolet naładowany ambrą, kwiatami (co za róża z tuberozą!), paczulą i drzewnym balsamem tolu. Ostry, zdecydowany i dominujący. Świdruje w głowie i ma coś niepokojąco szalonego – zwierzęce i nie przez wszystkich tolerowane kastoreum. Kobiecość tak wyrazista, że na początku musiałam redukować ją… dresami i bomberką. Dopiero po czasie zgrałyśmy się i zrozumiałam, że jest najlepszym uzupełnieniem minimalistycznego outfitu black on black z graficzną, czarną kreską na powiece.

Prada Infusion d`Irys

Cudo, o którym słyszałam legendy i w którym zakochałam się jeszcze przed pierwszym spotkaniem. I wcale się nie zawiodłam. Krystalicznie czysty, pudrowy irys, z lekką nutą subtelnej słodyczy. Elegancka, miękka kobiecość w najlepszym wydaniu. Minimalistyczna i bliskoskórna klasa z tlącym się gdzieś w głębi kadzidłem. Hipnotyzuje! I ma przepiękny vintage`owy flakon. Prosty z metalową etykietą i obszytym skórą korkiem. Nie rozumiem, jak taki cud mógł zostać wycofany…

Poprzednie wpisy dotyczące mojej kolekcji znajdziecie tu: –>klik<– i tu:–>klik<–.
A jaki zapach pojawił się ostatnio u Ciebie?

Oznaczone , , , , , , , , ,
Close