NOC MUZEÓW W WARSZAWIE

Odnoszę wrażenie, że Polacy podzielili się wczoraj na dwie grupy: pierwsza (znacznie liczniejsza) oglądała Eurowizję, a druga wzięła udział w Nocy Muzeum. W jakimś stopniu przedstawia to nasze podejściu do kultury – łatwiej usiąść przed telewizorem i pooglądać brokatowe show z dyskusyjnym poziomem artyzmu niż wyjść z domu i obejrzeć wystawę, wziąć udział w dyskusji czy nawet przejechać się zabytkowym autobusem. Ale o gustach dyskutować nie będę. Przynajmniej nie tym razem.

O tym, że podczas Nocy Muzeów będę śmigała po Warszawie, wiedziałam od momentu przeprowadzki do stolicy. Problemem był raczej wybór miejsc, które chciałam odwiedzić. We wstępnym planie na celowniku miałam Ambasadę Włoch, Stację Techniczno-Postojową Metra Kabaty, Centrum Bezpieczeństwa m. st. Warszawy, Sejm i Senat, Kancelarię Premiera i Instytut Audiowizualny. Niestety, czas spędzony w kolejkach szybko ostudził mój zapał. Udało się jedynie z metrem i siedzibą Premiera. Ale po kolei!

Na start Stacja Techniczno-Postojowa Kabaty. Chciałam zobaczyć, gdzie „śpi” podziemna kolej. Chwilę po 19 dotarłam pod stację metra Imielin, skąd godzinę później zabierał specjalny autobus obwożący po Ursynowie. Tak, obwożący po Ursynowie – to chyba najlepsze podsumowanie. Większość czasu kursowaliśmy między blokami, słuchając o szerokości jezdni czy rozbudowie hipermarketu… Na samej stacji postojowej metra byliśmy jakieś 5-7 minut i jedyne, co można było zobaczyć to przykryte plandekami wagony, ciuchcia na torach i budynki administacji czy garaże. A wszystko zza szyby autobusu, bo nie można było wysiąść.
DSC09217

Podobno na więcej można liczyć podczas Dni Transportu Publicznego. Czekam z niecierpliwością i mam nadzieję, że podczas ich trwania będzie można zejść pod ziemię i zobaczyć koniec metra od kuchni.

Z małym niedosytem ruszyłam w stronę Alei Jerozolimskich. Pod siedzibą Premiera kolejka niby nie była jakaś szczególnie długa, ale do wejścia czekałam ponad 1,5 godziny. W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, czy warto. Abstrahując od tego, co myślę o obecnym rządzie, nie miałam pewności, czy znowu nie stracę tylko czasu. Ale ciekawość wygrała. Na szczęście, bo Kancelaria Prezesa Rady Ministrów mocno zaskoczyła. Zdecydowanie na plus. A poza tym prawdopodobnie byłam pierwszą osobą, która weszła do siedziby Premiera w kaloszach. A razem ze mną Chory Królik w dresie. Tacy dyplomaci!

Wnętrza budynku z początku XX wieku prezentują się kapitalnie. Spójne dekoracje, ozdobne świetliki, misterne detale rzeźbiarskie i zabytkowe schody pod przeszkloną podłogą robią wrażenie.

DSC09261
DSC09289
Przez godzinę, oprócz gabinetu Premiera, można było zobaczyć m.in. salę im. A. Frycza Modrzewskiego, gdzie co wtorek odbywają się posiedzenia Rady Ministrów, salę im. Tadeusza Mazowieckiego, miejsce spotkań z delegacjami, słynną Salę Obrazową, w której odbywają się najważniejsze ceremonie. Przewodnicy wyjątkowo mili, chętnie zgadzali się na fotki, a na miejscach dla Ministrów i delegatów można było bez problemu usiąść. Jedynie Gabinet był objęty banem na zdjęcia.
DSC09256

DSC09251

Bardzo, bardzo żałuję, że nie udało mi się zobaczyć nic więcej, szczególnie Ambasady Włoch. Wiem za to, że w następnym roku zacznę wcześniej i na pewno ograniczę listę obiektów do odwiedzenia. Z tego, co podsłuchałam w kolejce, to ciekawe prezentacje były w Ministerstwie Obrony Narodowej, w Instytucie Audiowizualnym i POLINie (tam, jak co roku, też podobno trzeba było odstać swoje). Można było też iść na jogę, spektakl teatralny, pokaz filmów. Na pewno każdy mógłby znaleźć coś dla siebie. Poza tym Noc Muzeów to nie tylko Warszawa, w większości dużych miast przynajmniej kilka instytucji było otwartych dla zwiędzających. I pamiętajmy, cała impreza jest ZA DARMO. Kto nie był, może za rok się skusi? Polecam!

p.s. Myślicie, że tymi kaloszami złamałam jakiś protokół dyplomatyczny?
DSC09288

Oznaczone , , ,
Close